Sarna z gwiazd

Sarna z gwiazd

Tego dnia Las nucił wyjątkowo smutną pieśń, w której można było wyczuć nuty skargi i żalu. Minęło 109 księżyców od kiedy na tych ziemiach pojawili się pierwsi biali. Plemię „Czujących”, z którego pochodził Mamita z czasem nazwało ich „ludźmi o dwóch obliczach”. Ci, którzy mieszkali tu od wieków z trudem i niedowierzaniem przyswajali nową dla siebie prawdę, mówiącą o tym, że uśmiech i mowa człowieka mogą być fałszywe a jego prawdziwe zamiary głęboko skryte. Radosny niegdyś Las otulał się szatą smutku widząc jak „ludzie o dwóch obliczach” zabijali coraz więcej zwierząt. Cierpienie zabijanych i łapanych w okrutne pułapki niewinnych istot wywoływało wielki ból w sercach wszystkich, którzy Czuli.

Prawdopodobnie dlatego ojciec Mamity mówił, że nadchodzi „Czas Bólu”, po którym przyjdzie „Czas Ukojenia”.

Tego dnia Mamita wyruszył do Lasu wyjątkowo wcześnie, aby zdążyć przed zapadającym zmrokiem. Nad horyzontem lśniły ostatnie gwiazdy i Mamita wspominał słowa ojca, który 12 księżyców temu odszedł do „Krainy Wiecznej Radości”, a wkrótce po nim odeszła matka Mamity.

Jak każdego dnia Mamita starał się odnaleźć jak najwięcej sideł i pułapek zastawionych przez kłusowników. Niszczył je, uwalniał złapane zwierzęta i ostrzegał inne kiedy w pobliżu widział myśliwych. Zbliżał się zmrok i było coraz zimniej. Mamita postanowił wracać do żony i malutkiej córeczki i wtedy usłyszał czyjeś wołanie. W zasadzie były to dwa wołania – obydwa podszyte bólem i strachem. Poczuł, że są to wołania zwierząt.

Jedno z nich wydawało się niedalekie i Mamita ruszył bez wahania w tym kierunku. Jednak zanim dotarł na miejsce upłynęło o wiele więcej czasu niż przewidywał. To co zobaczył na miejscu wstrząsnęło nim – w perfidnej pułapce – dole - utkwiła malutka sarenka. Kiedy Mamita zszedł na dół ucieszyło go, że jakimś cudem sarence nic się nie stało. Była jednak głodna, wychłodzona i wyczerpana. Wyjście z małą sarenką z dołu było trudne i zabrało sporo czasu, a upływający czas stawał się powoli śmiertelnym wrogiem wszystkich. Już teraz było bardzo zimno i Mamita zdawał sobie sprawę, że temperatura zacznie teraz spadać gwałtownie. Zdjął swoją ciepłą, grubą kurtkę i otulił nią malutką sarnę. Teraz ruszył w kierunku drugiego, odległego wołania rozpaczy. Pochodziło ono od matki sarenki, która przyzywała swoją małą. Dramat dorosłej sarny był tym większy, że nie mogła wyruszyć na poszukiwania, gdyż u jej boku leżało drugie, maleńkie dziecko. Jej cudowny partner zginął od kul myśliwego, przeznaczonych dla niej, zasłaniając ją swoim ciałem, nie mogła więc liczyć na jego pomoc.

W innym miejscu żona Mamity – Selene zaczynała się martwić, gdyż jej ukochany powinien już być w domu. Starała się odsuwać od siebie złe myśli ale jej serce zaczęło odczuwać niepokój, a odczucia serca nigdy jej nie zawiodły. Zaczęła się zastanawiać czy nie wyruszyć do Lasu. Nie mogła liczyć na pomoc innych, gdyż mieszkali z dala od osady. Tymczasem w całkowitych ciemnościach Mamita powoli posuwał się w kierunku domu sarny, ale oddalał się od własnego. Miał nadzieję, że zdąży donieść na czas sarenkę do jej matki. Sił dodawał mu obraz żony i córeczki czekających w ciepłym domu. Wydawało się, że jest blisko celu i sprawy idą we właściwym kierunku. Nagle poczuł przeszywający ból w prawej nodze i na chwilę stracił przytomność. Kiedy ją odzyskał zobaczył, że kostka i łydka prawej nogi są jedną krwawiącą raną – wpadł w potrzask zastawiony przez kłusowników. Mimo ogromnego bólu nadal przyciskał sarenkę do piersi i jednocześnie starał się uwolnić z pułapki. Ale w miarę upływu czasu opadał z sił i powoli wszystko stawało się pułapką – zmęczenie, ciemność i coraz większy mróz.

W tym samym momencie serca dwóch matek – Selene i sarny – poczuły przeszywający ból, który informował je, że gdzieś w oddali dzieje się coś niedobrego z ich bliskimi. Sarna czuła bezsilność nie mogąc ruszyć na ratunek. Selene mimo mrozu i ciemności postanowiła wyruszyć w drogę. Opatuliła jak mogła małą i zagłębiła się w nieprzeniknioną ciemność i tężejący mróz.

Mamita leżąc na mrozie tracił powoli poczucie czasu. Kiedy przestał odczuwać chłód wiedział, że nadchodzi koniec. Sarenka owinięta w jego grubą kurtkę wciąż była ciepła i miał nadzieję, że chociaż ona przeżyje i rano ktoś ją odnajdzie. Oby nie byliby to myśliwi. Aby zwiększyć szansę sarenki zdjął z siebie ciepły sweter, przykrył małą ale tym samym zmniejszył swoją szansę na przeżycie do minimum. Robiło mu się coraz cieplej i wiedział, że to oznaka zamarzania. Ostatnimi myślami Mamity były myśli o żonie i córce, malutkiej sarence i jej matce. Ostatni raz popatrzył w niebo na gwiazdy i wydawało mu się, że jedna z nich mruga do niego i jakby się zbliża. Pomyślał, że odchodzi do gwiazd.

Selene po około godzinie poszukiwań z przerażeniem stwierdziła, że zabłądziła. Ciało jej córeczki nie było już tak ciepłe jak wcześniej dlatego postanowiła zdjąć z siebie jak najwięcej ubrań i otuliła malutką. Po kolejnej godzinie kręcenia się w kółko postanowiła odpocząć i na chwilę usiąść chociaż coś podpowiadało jej, że może to być jej śmiertelny błąd. Gdy się ocknęła nie wiedziała ile czasu upłynęło. Siedziała pod drzewem. Z obawą zaczęła całować i przytulać małą ale uspokoiła się gdy stwierdziła, że córeczka jest ciepła i żyje. Zdjęła prawie wszystko co miała na sobie i okryła malutką. Czuła ciepło i wiedziała co to oznacza. Myślała tylko o tym by ktoś odnalazł małą i by Mamita ocalał. Okryła córkę swoim ciałem i spojrzała w gwiazdy. Mogłaby przysiąc, że jedna z nich zbliża się do niej. Jednak po chwili zrozumiała, że jest odwrotnie – ona odchodzi do gwiazd.

Bardzo młoda gwiazdka z konstelacji Jednorożca obserwowała z rosnącym napięciem niezwykłe wydarzenia na Ziemi. Jej rodzice mówili, że prawdziwa miłość istnieje tylko w gwiazdach a na Ziemi wręcz się nie zdarza.

Tymczasem to co obserwowała absolutnie temu przeczyło. Ojciec gwiazdki często mawiał, że ten kto bez lęku i bez wahania naraża swoje życie by ocalić innych naprawdę kocha. Czymże więc jak nie miłością było to co robił Mamita i Selene? Tyle piękna, heroizmu, odwagi i poświęcenia młoda gwiazdka dawno nie widziała. Jej kryształowe serce biło coraz mocniej i dosłownie wyrywało się na Ziemię. Pytała wciąż i wciąż jak można pomóc tym istotom na dole. Rodzice również byli poruszeni ale mówili, że nie można nic zrobić, chyba, że ktoś z gwiazd zszedłby na Ziemię. Gwiazdka błagała rodziców, aby pozwolili jej to uczynić. Mimo tego, że było to trudne dla niej w związku z rozłąką, chciała znaleźć się wśród tych, którzy tak pięknie kochają. Popatrzyła na ojca. Wtedy powiedział on do niej „abyś mogła to zrobić musiałabyś przyjąć ciało jednej z tych ziemskich istot i stać się śmiertelną. Jednocześnie musiałabyś opuścić nas może na eony lat, a na to nie możemy pozwolić. Teraz gwiazdka błagalnie popatrzyła na matkę a ta powiedziała „ życie ziemskich istot jest kruche, pełne niebezpieczeństw i cierpienia ale jak widzisz również tam zdarza się cudowna miłość, może większa niż pośród gwiazd i może dla niej warto tam zejść”.

„Ale jeśli zejdzie kiedy do nas powróci?” zawołał ojciec.
„Powróci wtedy gdy chociaż jeden z okrutnych myśliwych poczuje miłość do zwierząt i na zawsze odłoży broń” - powiedziała mama.
„To może oznaczać, że nie powróci nigdy” - powątpiewał ojciec.
Córeczko jeśli teraz miałabyś zejść na Ziemię aby ocalić te wspaniałe istoty, to jakie ciało chciałabyś przyjąć? - zapytała matka

Selene odczuła ciepło i jasność, otworzyła oczy, czuła się zdrowa i wypoczęta, wciąż siedziała pod drzewem, patrzyła na swoją rozradowaną córkę. Czyżby Niebo wyglądało identycznie jak ich Las?

Przed nią stała cudowna, dorosła sarna emanująca blaskiem i ciepłem, o pięknych jak gwiazdy oczach. Upłynęła chwila zanim Selene zorientowała się, że żyją dzięki tej niezwykłej sarnie. Ona ich ocaliła. Ruszyły za nią i okazało się, że jej ukochany jest w pobliżu. Niezwykła sarna zaczęła lizać ranę a później twarz Mamity, a ten natychmiast ozdrowiał. Oczy malutkiej sarny błyszczały podobnie jak tej, która ich uratowała. Mamita nie do końca rozumiał jak to się stało, że wszyscy są cali i zdrowi? Ale czy warto w takich chwilach radości zastanawiać się nad czymkolwiek? Wszyscy udali się do mamy sarny. Radość i miłość osiągnęła swoje apogeum i wydawało się, że sięga do gwiazd. „Gwiezdna Sarna”, bo tak ją od tej pory nazywano, poczuła, że serca saren i ludzi są takie same, takie same jak serca gwiazd i innych istot – we wszystkich świeci kryształ czystej miłości. Czasem jest on przytłumiony lub zgaszony i czasem trzeba tak wiele, aby go obudzić ale czasem potrzeba tak niewiele.

autor bajki- Marek Taran